
To co dziś zaprezentuję nie ukształtowało się wczoraj, ani przedwczoraj. Już dawno temu, bo w 1979r. pierwsze karty telefoniczne wprowadzili Włosi. Następnie uczynili to Francuzi, a następnie Niemcy. Jako iż do Polski wszystko trafia z pewnym poślizgiem na pierwsze polskie karty magnetyczne musieliśmy długo poczekać. Po 21 latach, stało się, popularny żeton miał wreszcie swojego rywala w postaci plastikowego prostokąta o zaokrąglonych rogach, wymiarach 85,5mm na 54mm oraz grubości 0,25 - 1mm.

Jako iż ten rynek był dziewiczy i niósł ze sobą olbrzymie możliwości zysku do przetargu na produkcję aparatów na kartę stanęły 4 firmy: GPT z Wielkiej Brytanii, szwajcarskie Landis&Gyr, belgijski Alcatel oraz włoski URMET. Zwycięzcą okazał się URMET, którego aparaty zamontowano na terenie Częstochowy podczas VI Światowego Dnia Młodzieży. Od tego momentu URMET miał prawie pełnię władzy na rynku. Prawie, bo istnieje Telekomunikacja Dębicka - lokalny operator świadczącym usługi telekomunikacyjne, którego karty także są przystosowane do aparatów telefonicznych URMETu. Aparatów telefonicznych Telekomunikacji Dębickiej nie znajdziemy jednak na ulicy, są one umieszczone w zakładzie karnym w... Dębicy. Rewers karty jest stały, na awersie jedynie zmienia się napis: EDYCJA ...
Wróćmy jednak do monopolistycznego URMETu i TP S.A. Początkowo karty telefoniczne produkowano we Włoszech, bowiem w Polsce nie było odpowiednich maszyn. Wkrótce naprawiono ten niewybaczalny błąd i za sprawą Telefonici nie trzeba było sprowadzać kart z półwyspu Apenińskiego. Już od samego początku karty kusiły potencjalnego kupującego swoim awersem. Projektanci często umieszczali na nim krajobrazy, znane postacie, zwierzęta lub upamiętniali za ich pomocą ważne wydarzenia. Awers stał się również miejscem na reklamę. Podobnie jak ze znaczkami - powstawały całe serie kart.
Rok 1998r można nazwać przełomowym dla polskich kart magnetycznych. Do tego czasu wszystkie rewersy były identyczne, a od owego niezwykłego roku zaczęły się różnić. Od tej pory karty telefoniczne zachwycały nie tylko prawą, ale i lewą. Nie był to jedynie trick marketingowy. Każda karta magnetyczna ma swój numer, a ówczesny system umożliwiał emisję 2048 serii kart po 65 500 sztuk każda. Kiedy wyczerpała się możliwość dalszego kodowania w tym systemie, gdyż zabrakło numerów, trzeba było wymyśleć jakieś rozwiązanie. Zmianie uległ pasek magnetyczny, który umożliwiał teraz zakodowanie ponad 15 000 emisji po 65 500 sztuk każda. Dzięki zastosowaniu wielośladowego zapisu nowe karty magnetyczne były trudniejsze do nielegalnego kopiowania. Nowy system pozwalał też na blokowanie kart, które zostały skradzione.

Wprowadzenie nowego systemu i różnorodna tematyka spowodowały, że mogliśmy oglądać bardzo dobrze znane ze świata sportu zjawisko - sezonowych wielbicieli. Liczba miłośników fonokartystyki alias filostyki (takie dwie nazwy nosi zbieranie kart telefonicznych) rosła jak grzyby po deszczu. "Boom" na karty nie trwał jednak długo - zakończył się po upływie mniej więcej dwóch lat. Mimo nagłego spadku zainteresowania kartami magnetycznymi w świecie fonokartystów nie było nudno. Rozrywkę zapewniła znana i lubiana przez wszystkich, poza jej abonentami, Telekomunikacja Polska, która 01.10.2001 przestała produkować karty magnetycznych o ilości impulsów wyższych niż 25 i wprowadziła karty 10-cio impulsowe. Ostatnie polskie karty magnetyczne ujrzały światło dzienne w 2002 roku, Magnetyki musiały ustąpić miejsca kartom chipowym, które przede wszystkim różniły się zastosowaniami technologicznymi. To jest już jednak temat na zupełni inną bajkę.
Na zakończenie chciałem Ci opowiedzieć pewną anegdotę. Kiedyś, dawno temu, kiedy chodziłem jeszcze do czwartej klasy podstawówki mieliśmy przynieść to, co zbieramy. Oczywiście zaniosłem moje karty telefoniczne. Kiedy nauczycielka zobaczyła co ze sobą przyniosłem zapytała "Jak można to zbierać?". Cóż, nie każdy jest w stanie zrozumieć cudze hobby. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Ty, Drogi czytający, po lekturze tego tekstu spojrzysz na fonokartystykę trochę innym okiem niż ta nauczycielka.